pesymista ponoć.
Podobno nim jestem. Dzisiaj sie dowiedziałem. Nie wiedziałem prędzej, nigdy nad tym nie myślałem, więc dosyć fajnie jest się dowiedzieć czegoś nowego o sobie po 22latach. Przyjąłem do wiadomości. Jestem i już. Przecież nie zmienię tego ot tak sobie. Dopijamy piwo, poruszamy setki innych tematów, mniej lub bardziej ciekawych, nie pamiętam już w sumie o czym rozmawialiśmy, czyli raczej mniej ciekawych. Idę, moknę, wkurzam się na te latarnie, które świecić powinny, a nie świecą w ogóle. Pesymista, ale tak właściwie dlaczego. Zastanawiam się, potykam się o coś, wkurzam się jeszcze bardziej na te cholerne latarnie. No tak, wkurzam się na wiele rzeczy, wkurzam się wtedy, gdy otwieram gazetę, a raczej onet.pl. Rydzyk zakłada partię, ktoś kogoś pozywa o coś, brat zabił siostrę, gdzieś tam powódź, trzęsienie ziemi, moda na emigrację trwa, kolejna edycja gwiazd tańczących na czymkolwiek, Polska znów przegrała, ktoś strajkuje, kryzys na giełdzie, karambol na autostradzie, ktoś umiera a umrzeć nie powinien, pijana 12-latka trafia na izbę. Wkurzam się, na to wszystko i na wiele innych spraw, ale jak sie tu nie wkurzać? Co gorsza, wiem, że tak było, jest i będzie. Jestem świadomy, że lepiej być nie może. Taki już jest ten Świat. To wystarczy, żeby nazywać mnie pesymistą? Chyba tak. Może by tak… postarać się to zmienić, być optymistą, przestać marudzić i wkurzać się. Nawet Łona na jednej ze swoich płyt, mówił, że “Frużki wolą optymistów”, może wtedy było by mi troszkę łatwiej, jakoś by sie to wszystko poskładało do kupy. Piwo smakowało by lepiej, latarnie nie koniecznie musiały by świecić, bo i po co, Polska by zaczęła częściej wygrywać, sądy narzekały by na brak pracy, autostrady były by szersze, ludzie by tak po prostu nie umierali i nie zabijali sie nawzajem, inwestorzy liczyli by tylko zyski, gwiazdy zamiast tańczyć, zaczęły by zajmować sie tym co naprawdę im wychodzi, każdy by zarabiał wystarczająco, 12latki zamiast alkoholu znów piły by Kubusia, a Rydzyk został by pustelnikiem i moglibyśmy o nim zapomnieć. He, optymizm jest fajny, na pewno lepszy od pesymizmu, zawsze staram wybierać się to co najlepsze. Teraz już mi się nie chce, być optymistą, śpiący jestem troszkę, więc jutro, tak jutro obudzę się, pójdę do łazienki i gdzieś pomiędzy, myciem zębów a ubieraniem skarpetek, przykleję sobie na twarz taki wielki uśmiech. Do plecaka zapakuje, zapasy dobrego humoru. I pójdę, studiować, będąc optymistą, nie zauważając tego całego syfu, który nas otacza. Zobaczymy jak to jest wtedy.
styczeń 20, 2008 @ 12:06 pm
A może najlepiej być realistą? No bo nadmierny optymizm tak dobry też nie jest, przynajmniej ja tak uważam. Jak się zastanowić… Optymistyczne podejście do życia, a tu nagle jakaś tragedia, wszystko Ci się wali. I wtedy cały Twój światopogląd, ta doskonałość otoczenia i wszechstronna dobroć gdzieś ulatują. Masz pretensje. Ale do kogo? Do świata, że wydawał się bardziej różowy? Pesymizmu też nie pochwalam. Z doświadczenia. Nie widać wtedy, tej wspomnianej wcześniej przez Ciebie, radości życia. Więc tak po środku… Racjonalizm.
Na początku mówiłeś o skracaniu… Cóż, nie wyszło mi ;] Trochę za bardzo się rozpisałam, ale jakoś samo przyszło…
Pozdrawiam
styczeń 20, 2008 @ 7:35 pm
Oczywiście, że najlepiej było by to wyśrodkować wszystko. Jestem pesymista? Jestem optymistą? Nie wiem, tym bardziej nie wiem czy jestem realistą. Oboje wiemy przecież (tak mi się wydaje), że swojego nastawienia do życia, nie można tak po prostu zmienić z dnia na dzień. Tak troszkę sarkazmem miało zawiać od tego wpisu, zresztą jak od wszystkiego, no prawie wszystkiego, tego co robię i piszę. pozdrawiam