Archiwum dla styczeń, 2008

przemawiam…

Posted in ja tagi , , , , on styczeń 30, 2008 by trzyczwartesciany

…do Ciebie, w ten nietypowy sposób. Mam nadzieję, że słuchasz. Wszystko to o czym rozmawialiśmy godzinami, wpatrując się w siebie nawzajem, wszystko to, o czym myśleliśmy, bez słów, czytając z oczu, przekazując myśli dotykiem, milcząc w ten wymowny sposób. Będzie miało miejsce, wydarzy się, tak po prostu. Tylko daj mi czas, trochę więcej czasu. Poukładam to co nie poukładane, pozamiatam to co zostało nie pozamiatane kiedyś. Ogarnę to wszystko. Obiecuję. Cierpliwości…

pół tu, pół tam…

Posted in krótko tagi , , , on styczeń 25, 2008 by trzyczwartesciany

… znacie to uczucie? Ja poznałem, nie, nie widziałem tunelu z światełkiem na końcu, nie, nie obudziła mnie pielęgniarka, ale też było fajnie. Stoję, przystanek, czekam, marznę, podjeżdża, wchodzę, siadam. Mimo tego, że myśli setki, jak to zawsze w autobusie, zmęczenie wygrywa, jeden przystanek, trzymam się, drugi, trzeci, ale już na czwartym, powieki pomału opadają, czuję ten błogi stan, nie mogę tego dłużej powstrzymywać, gdzieś pomiędzy 5 a 6 najzwyczajniej w świecie zasnąłem. Śpię, nie przeszkadza mi nic, tłok, smród, i to że moja głowa obija wściekle szybę. Dopiero, gdy jakaś starsza pani, poobijała mnie wypakowanymi reklamówkami z biedronki, obudziłem się. Analiza, gdzie ja tak właściwie jestem, autobus, dużo ludzi, plecak jest, jeszcze nikt mnie nie okradł. Ale zaraz, zaraz, co to właściwie za przystanek? Patrze przez okno, próbuję się zorientować, na pół przytomny, wspomniana babcia z zakupami, już się wygrzebała z autobusu, patrze, myślę, KURWA przecież to moje osiedle, zrywam się, biegnę, taranuję ludzi, rzucam sie do drzwi, no i pyk. Prawie zdążyłem, a tak właściwie, to tak w połowie zdążyłem… Połowa mnie jest już, na przystanku, druga niestety jeszcze w autobusie i tylko te cholerne zamknięte drzwi, nie pozwalają mi zmienić tego stanu rzeczy, więc tak sobie stoję, zawieszony pomiędzy tymi 2 światami, słysząc, przerażenie ludzi w autobusie i równocześnie śmiech ludzi na przystanku. Kierowca się zlitował, po chwili otwarł, pozwolił mi wybrać, gdzie tak właściwie wolałbym być, wybrałem przystanek, sprawdziłem tylko czy jestem cały, tak dla pewności, niepozornym rzutem oka po moim ciele. Głodny już jestem, więc ruszyłem do domu na spóźniony obiad…

pesymista ponoć.

Posted in ja tagi , , , on styczeń 20, 2008 by trzyczwartesciany

Podobno nim jestem. Dzisiaj sie dowiedziałem. Nie wiedziałem prędzej, nigdy nad tym nie myślałem, więc dosyć fajnie jest się dowiedzieć czegoś nowego o sobie po 22latach. Przyjąłem do wiadomości. Jestem i już. Przecież nie zmienię tego ot tak sobie. Dopijamy piwo, poruszamy setki innych tematów, mniej lub bardziej ciekawych, nie pamiętam już w sumie o czym rozmawialiśmy, czyli raczej mniej ciekawych. Idę, moknę, wkurzam się na te latarnie, które świecić powinny, a nie świecą w ogóle. Pesymista, ale tak właściwie dlaczego. Zastanawiam się, potykam się o coś, wkurzam się jeszcze bardziej na te cholerne latarnie. No tak, wkurzam się na wiele rzeczy, wkurzam się wtedy, gdy otwieram gazetę, a raczej onet.pl. Rydzyk zakłada partię, ktoś kogoś pozywa o coś, brat zabił siostrę, gdzieś tam powódź, trzęsienie ziemi, moda na emigrację trwa, kolejna edycja gwiazd tańczących na czymkolwiek, Polska znów przegrała, ktoś strajkuje, kryzys na giełdzie, karambol na autostradzie, ktoś umiera a umrzeć nie powinien, pijana 12-latka trafia na izbę. Wkurzam się, na to wszystko i na wiele innych spraw, ale jak sie tu nie wkurzać? Co gorsza, wiem, że tak było, jest i będzie. Jestem świadomy, że lepiej być nie może. Taki już jest ten Świat. To wystarczy, żeby nazywać mnie pesymistą? Chyba tak. Może by tak… postarać się to zmienić, być optymistą, przestać marudzić i wkurzać się. Nawet Łona na jednej ze swoich płyt, mówił, że “Frużki wolą optymistów”, może wtedy było by mi troszkę łatwiej, jakoś by sie to wszystko poskładało do kupy. Piwo smakowało by lepiej, latarnie nie koniecznie musiały by świecić, bo i po co, Polska by zaczęła częściej wygrywać, sądy narzekały by na brak pracy, autostrady były by szersze, ludzie by tak po prostu nie umierali i nie zabijali sie nawzajem, inwestorzy liczyli by tylko zyski, gwiazdy zamiast tańczyć, zaczęły by zajmować sie tym co naprawdę im wychodzi, każdy by zarabiał wystarczająco, 12latki zamiast alkoholu znów piły by Kubusia, a Rydzyk został by pustelnikiem i moglibyśmy o nim zapomnieć. He, optymizm jest fajny, na pewno lepszy od pesymizmu, zawsze staram wybierać się to co najlepsze. Teraz już mi się nie chce, być optymistą, śpiący jestem troszkę, więc jutro, tak jutro obudzę się, pójdę do łazienki i gdzieś pomiędzy, myciem zębów a ubieraniem skarpetek, przykleję sobie na twarz taki wielki uśmiech. Do plecaka zapakuje, zapasy dobrego humoru. I pójdę, studiować, będąc optymistą, nie zauważając tego całego syfu, który nas otacza. Zobaczymy jak to jest wtedy.

życia radość…

Posted in ja tagi , , on styczeń 18, 2008 by trzyczwartesciany

Kolejny taki dzień, pobudka, praca, coś tam, maraton po kanałach telewizyjnych przy spóźnionym obiedzie, i nagle to, ta scena, w jakimś tam serialu, czy cokolwiek to było. Babcia jakaś, mówi do dziadka, jeszcze bardziej jakiegoś, coś tam, nie mam pojęcia co, przecież nie słuchałem, po prostu trenowałem kciuk, na pilocie, ale mimo to, wpadło do głowy, przeleciało przeze mnie, poobijało resztki moich, przepalonych szarych komórek pobudzając synapsy. “Radość życia”. Schabowy w moich ustach odsapnął sobie z ulgą, przestałem go żuć, mizeria się uśmiechnęła, bo odłożyłem na bok, tylko ziemniaki przyjęły tą całą sytuację ze stoickim spokojem, im zawsze wszystko było obojętne. Zaczęło się, myślę, “Radość życia”, co to tak właściwie jest? Gdzie występuje, w jakim środowisku najlepiej się rozwija, czym się żywi, czy to się rozmnaża? żyworodne? Jest pod ochroną? Kiedyś coś tam słyszałem, jakieś historie, opowieści, legendy? Wydaje mi się, że nawet kiedyś widziałem, może nawet poczułem, nie mam pewności. Nie chce mi się, dalej o tym myśleć, męczę sie tym, przełknąłem kotleta, zamieszałem w mizerii, uśmiechnąłem się do ziemniaków. Jakiś film zobaczę, wypiję piwo, położę się, zasnę, bo rano trzeba zacząć kolejny dzień, może lepszy, oby. Pomyślę o tej “Radości życia”, kiedyś tam, może, przy jakiejś okazji.

tak to jest…

Posted in ja tagi , , , , on styczeń 14, 2008 by trzyczwartesciany

…leżymy, odpoczywam, nie myślę, czasem skinę głową, słucham przecież, nie chce mi się nic, nagle to czego sie obawiałem… pytanie, musze odpowiedzieć, no ale jak ? przecież mógłbym powiedzieć, że kocham, była by to prawda ? nie wiem. Równie dobrze mógłbym powiedzieć, że lubię, jak by sie to miało do stanu rzeczywistego? Nie wiem, powiem, że szanuję, to takie uniwersalne, ale czy na pewno? Nie chcę, nie kocham, nie lubię, nie szanuję, co by było, gdybym tak odpowiedział? Ciekawość, nie ryzykuję, nie wiem co powiedzieć, nie znam się, nie chce mi się, przecież nigdy nie potrafiłem, wyrażać swoich uczuć, nazywać ich po imieniu, nie możemy po prostu dalej leżeć? Wzdycham, co robić? czeka na odpowiedź, hmm, “sikać mi się chcę” – mówię, wstaje, wychodzę, zyskuje na czasie, wracam, udaje, że nie było pytania, leżymy. Udało się. Ufff

Spotkanie.

Posted in krótko tagi , , on styczeń 13, 2008 by trzyczwartesciany

Ej ty, tak ty, podejdź tu, czujesz to ? czujesz jak to cie wypełnia ? czujesz te nieokreślone, pokłady nieokreślonej energii w sobie ? Czy czujesz, jak każda komórka twojego organizmu drga, pulsuje, chcesz krzyczeć ? chcesz podskoczyć ? chcesz po prostu tańczyć? To cie rozrywa od środka, uwolnij to, no powiedz, że to czujesz, że czujesz siłę, przecież możesz zrobić wszystko, w tym momencie, nieprawdaż? Nie, nie rób takiej miny, przecież widze, wiem, że to czujesz, wiem, że mam rację. Czujesz? No powiedz, że czujesz… tak ? no bo ja w ogóle, cześć.

formy raczej z tych krótkich…

Posted in myśl tagi , on styczeń 13, 2008 by trzyczwartesciany

… zawsze byłem zwolennikiem krótkich form, no bo po co męczyć dzieci w szkole powieściami, kiedy można czytać nowele, po co oglądać film, który trwa 2h, skoro w tym czasie można zobaczyć 4, równie ciekawe filmy, po co długie przemowy, skoro to samo można przekazać w kilku zwięzłych zdaniach, po co w kościołach te długie kazania, skoro i tak nikt nie słucha? Gdyby tak, wszystko skrócić, ile człowiek by mógł czasu zaoszczędzić ? Hmm chociaż nie koniecznie, przecież doba wtedy, musiała by mieć co najwyżej 12h, no bo jak wszystko to wszystko, czyli bezsensu, zostańmy przy tym co jest, a ja po prostu dalej będę marudzić…